niedziela, 12 maja 2013
Ugryźć Bergmana cz.1
Zdarza mi się, że gdy oglądam filmy Bergmana, to przypomina mi się sparafrazowany cytat z "Ferdydurke" Gombrowicza: "Jak zachwyca, skoro nie zachwyca". Dla każdego kinomana słynny Szwed jest już ikoną kina intelektualnego. Na dodatek nawiązują do niego inni "wielcy", na których to kinie się wychowałem m.in. Woody Allen i Lars von Trier. Jednakże filmy tych autorów łatwiej jest krytykować, gdyż nadal żyją i są czynnymi filmowcami. Bergman natomiast zmarł w 2007 roku, a na dodatek ostatni film kinowy zrealizował w 1982 roku ("Fanny i Aleksander"). Z drugiej strony niemożliwe jest by każdy z ponad 50 filmów, które zrealizował był wiekopomnym dziełem i podobał się wszystkim. Istotne jest znalezienie swoistego klucza, który pomoże zarówno w odbiorze jak i interpretacji jego dzieł. Ja swój znalazłem przy okazji obejrzenia "Scen z życia małżeńskiego". Jednak moja przygoda z kinem Bermana zaczęła się o wiele wcześniej.
Jest to część większego tekstu. Ciąg dalszy w następnych postach.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz