sobota, 18 maja 2013

Krzyk Wilhelma




Ze wszystkich zawodów filmowych praca dźwiękowca jest najmniej dostrzegalna. Dosłownie i w przenośni. Jednakże w środowisku jest to zawód ceniony i niezbędny. Akademia filmowa również docenia ich pracę, gdyż co roku nagradza najlepszych ludzi od dźwięku aż w dwóch kategoriach: za zbieranie odpowiednich dźwięków  i za montaż ścieżki dźwiękowej, tak by pasowała do obrazu.
Podobnie jak mówi się o słynnych kreacjach, ujęciach, ilustracjach muzycznych, tak najsłynniejszym efektem dźwiękowym jest krzyk Wilhelma. Pojawił się po raz pierwszy w 1951 roku w filmie "Distant Drums", jednak rozsławiony został dopiero w późniejszym o 2 lata westernie pt. "The Charge at Feather River", gdy wydał go trafiony indiańską strzałą szeregowiec Wilhelm, stąd też jego nazwa. 
Dźwięk ten długo był przetrzymywany w archiwach studia Warner Bros i używano go w wielu filmach klasy B. Drugie życie zyskał z nastaniem ery "kina nowej przygody", kiedy dźwiękowcy George'a Lucasa skorzystali z niego w wielu produkcjach takich jak: "Gwiezdne wojny", "Indiana Jones", "Kaczor Howard", "Willow",  a także w serialu "Kroniki młodego Indiany Jonessa". Krzyk Wilhelma pojawił się również w animacjach Disneya, takich jak "Piękna i bestia", czy "Alladyn".
 W środowisku dźwiękowców wstawianie tego wrzasku do kolejnych produkcji stało się rodzajem zawodowego żartu i po dziś dzień mimo tego, że upłynęło 60 lat, można usłyszeć krzyk biednego szeregowca Wilhelma we współczesnych produkcjach. 
Poniżej jest kompilacja produkcji, w których został użyty ten słynny krzyk. Zapraszam też do zabawy w poszukiwanie go w innych filmach.

piątek, 17 maja 2013

Star Trek - 12 filmów w 12 miesięcy





















"Serdecznie zapraszamy na cykl filmowy "Star Trek - 12 filmów w 12 miesięcy".

Jako pierwszy będzie można zobaczyć "Star Trek: The Motion Picture" z roku 1979 w reżyserii Robert'a Wise'a.

Po 10 latach od zakończenia oryginalnej serii "Star Trek", ponownie widzimy załogę statku Enterprise w śmiałej podróży do gwiazd. Tym razem bohaterowie muszą zmierzyć się z tajemniczym i gigantycznym obiektem, który zmierza w kierunku Ziemi. Obiekt nie odpowiada na żadne sygnały wysyłane w jego kierunku. Czy i jak porazi sobie załoga USS Enterprise pod dowództwem Kapitaka Kirk'a? O tym, będziemy mogli przekonać się już w piątek 24 maja o g.17:00 w Bibliotece Multimedialnej "Biblio" w Lublinie przy ul. Szaserów 13-15.

W całym cyklu, będziemy mogli poznać "Star Trek" na podstawie 12 filmów pełnometrażowych; z których ostatni, polską premierę będzie miał już 31 maja tego roku. Będzie można zobaczyć jak saga zmieniała się na przestrzeni 34 lat, dzielących pierwszy i ostatni film. W pierwszych sześciu filmach spotkamy aktorów grających w oryginalnym serialu "Star Trek: The Original Series". W kolejnych czterech produkcjach, będą to aktorzy bardziej nam współcześni z serii "Star Trek: Następne Pokolenie". W końcu ostatnie dwa filmy, to już całkiem młodzi aktorzy, którzy wcielają się w bohaterów serialu z lat 60-tych.

Prezentowane filmy, to tylko część bogatej sagi "Star Trek", na którą oprócz pokazywanych 12 filmów pełnometrażowych, składa się łącznie pięć seriali, a także "Seria Animowana" - Star Trek: The Animated Series. Ponadto wiele książek, komiksów oraz gier komputerowych i karcianych. Znaleźć można również produkcje stworzone przez samych Trekkies, czyli fanów Star Trek'a.
 

Na wydarzenie zapraszają:
Miejska Biblioteka Multimedialna "Biblio"
American Corner
Lubelscy Fani Star Trek'a - http://ikckronos.klingon.eu/

Don LaFontaine - król trailerów






Don LaFontaine. Mało kto w Polsce zna to nazwisko, ale głos praktycznie każdy kto lubi kino. Nazywany był "Królem trailerów", "Zapowiadaczem" oraz oczywiście "Głosem". Bo głos miał charakterystyczny. I to właśnie nim zachęcał nas do obejrzenia wielu filmów. Zaproponował również do dziś obecną formułę w lektorowaniu trailerów. Wiele z jego zapowiedzi miało postać: „W świecie, gdzie (negatywne cechy), jeden (zwykle osoba) (zrobi coś pozytywnego)” (ang. „In a world where (...), one (...) will (...)”). Niestety zmarł w 2008 roku w wieku 68 lat. Pozostawił po sobie wiele fantastycznych trailerów oraz inspirował innych zapowiadaczy. Oto jedna z wielu parodii "Głosu" w wykonaniu Pablo Francisco:




Koniec miesięcznika ""FILM"



Zelektryzowała mnie wczorajsza wiadomość o zakończeniu wydawania miesięcznika FILM przez wydawnictwo Point Group. Byłem z tym pismem od 1996 roku i nie tylko spełniło ono ogromną rolę w mojej edukacji filmowej, ale służyło do archiwizacji wszystkich filmów, które trafiły do dystrybucji kinowej w Polsce.

Od października nowym redaktorem naczelnym został Tomasz Raczek. Zmienił on formułę pisma i sprawił, że roczna sprzedaż wzrosła o 10%, a ponoć wszystkie numery firmowane przez znanego krytyka sprzedały się nawet o 36% lepiej. 8 miesięcy urzędowania to mało czasu, a poprawa jest widoczna (również w jakości). Decyzja o zamknięciu, kiedy nowa forma pisma się dopiero krystalizuje, a wszystko wskazuje na znaczną poprawę sprzedaży jest absurdalna. Dlatego wszystkim, którym nie podoba się taki stan rzeczy polecam podpisać się pod tą petycją

środa, 15 maja 2013

Ugryźć Bergmana cz. 3





















Bergman nigdy nie ukrywał, że "Sceny z życia małżeńskiego" mają autobiograficzne podłoże. Pisanie scenariusza do tego filmu porównał do "swego rodzaju wiosennych porządków w szafie, w której przechowywałem innych ludzi oraz moje własne doświadczenia". W tym serialu i filmie kinowym mamy scenę, w której  naszych bohaterów odwiedza inne małżeństwo. Przyjaciele oznajmiają, że zamierzają się rozwieść. Johan i Marianne nawet  nie wiedzą, że niedługo sami staną przed podobną sytuacją. Taki punkt wyjścia znów przypomniał mi o Allenie, a konkretnie o jego filmie z 1992 pt. "Mężowie i żony". Do analogicznej sytuacji z tą z filmu Bergmana życie dopisało swoje zakończenie. Na krótko przed premierą Mia Farrow i Woody Allen (w filmie zagrali małżeństwo borykające się z powyższymi problemami) rozstali się w aurze skandalu - Woody miał romans z adoptowaną córką żony. Podobne odczytanie filmu Bergmana sprawia, że widz przy okazji filmu analizuje swoje związki. U Bergmana pointa jest zaskakująca - para prawdziwie zbliża się do siebie dopiero po rozwodzie, gdy relacje nie są usankcjonowane, a w związku z tym nikt nie odczuwa presji narzuconej przez społeczeństwo. Tak postawioną sprawę warto porównać ze swoim doświadczeniem, do czego zachęcam.

Kolekcja filmów Bergmana na którą składają się filmy: ""Źródło", "Tam gdzie rosną poziomki", "Siódma pieczęć", "Milczenie", "Persona", "Goście wieczerzy Pańskiej", "Jak w zwierciadle", "Sceny z życia małżeńskiego", "Szepty i krzyki", "Jesienna sonata" oraz "Fanny i Aleksander" jest dostępna w BIBLIO.

Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć (2012) reż. Patryk Vega







Patryk Vega opowiedział przygody Hansa Klossa za pomocą współczesnego języka filmowego i powstał mu zupełnie nowy film. Widać to zwłaszcza w retrospekcjach, w których Klossa gra Tomasz Kot, Brunnera - Piotr Adamczyk, a serialowy szpiegowski klimat przeradza się w efektowne kino akcji. Reżyser skorzystał ze ścieżki wydeptanej przez Tarantino i Rodrigueza i nie boi się przerysowanych scen, takich jak ta, gdy Kloss strzela z działka lotniczego do okrążających go Niemców. Niestety Vega musi się jeszcze trochę nauczyć jak aranżować podobne sceny. Nie potrafi zachować jedności miejsca, kolejne ujęcia tej samej sceny nie przystają do siebie scenograficznie, widz nie ma poczucia przestrzeni, a film traci przez to na dramaturgii. Na szczęście wątek powojenny nie ma takich niedociągnięć. Kloss ma twarz Stanisława Mikulskiego, Emil Karewicz to Hermann Brunner i obydwaj są na tropie bursztynowej komnaty. Brakuje tylko charakterystycznej melodii z czołówki serialu, by poczuć podobne emocje jak przed laty.

Oglądając ten film miałem skojarzenie z innym wyczekiwanym powrotem po latach, czyli „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”. W obydwu filmach bohaterowie się postarzeli, a mimo to biorą udział w przygodzie swego życia. Muszę jednak przyznać, że powrót Klossa sprawił mi mniejszy zawód. Do wypożyczenia w BIBLIO.

wtorek, 14 maja 2013

Kac Wawa (2012) reż. Łukasz Karwowski

To prawda, że łatwiej pisze się o złych produkcjach. Za to trudniej się te produkcje ogląda. Rozmyślnie używam słowa "produkcja", bo "Kac Wawa" filmem na pewno nie jest. To produkt filmopodobny, w którym nie ma scenariusza, bez względu na to ile osób się pod nim podpisało (absurdalnie, w podobnych przypadkach jest ich mnóstwo), reżyser wziął sobie wolne (choć gażę zgarnął), a aktorzy szarżują bez kontroli (Borys Szyc za rolę w tym filmie został uznany najgorszym aktorem roku). Podobnych polskich produkcji było wiele: "Poranek kojota", "Weekend", "Wyjazd integracyjny", "Ciacho", "Job, czyli ostatnia szara komórka", "Ja wam pokażę!"... Tą wyróżniało 3D w kinach, ale w dystrybucji DVD nie ma to żadnego znaczenia. Szczęśliwie widzowie się opanowali i nie nabili tej podróbce kina kasy. Aby oszczędzić czas i zdrowie Szanownych Czytelników BIBLIO nie zakupi do zbiorów tej zbędnej pozycji.

Jane Austen's Fight Club

Bardzo popularne w ostatnich czasach są hybrydy filmowe. W BIBLIO można znaleźć między innymi miszmasz westernu z kinem science-fiction pt. "Kowboje i obcy" oraz (nowość!) wamiryczno-historyczny "Abraham Lincoln: Łowca wampirów". Ale dopiero internet jest prawdziwą skarbnicą podobnych mniej lub bardziej amatorskich produkcji. Poniższa jest moją ulubioną. Co by było, gdyby tematyka "Podziemnego kręgu" trafiła w realia powieści Jane Austen?


poniedziałek, 13 maja 2013

Ugryźć Bergmana cz. 2






















Mój ulubiony film Bergmana to "Tam gdzie rosną poziomki" (1957). Miałem szczęście obejrzeć go w jednym bloku tematycznym obok "Przejrzeć Harry'ego" Woody Allena. Ten kojarzony ze specyficznym, neurotycznym poczuciem humoru Nowojorczyk oddał hołd i na nowo opowiedział film z 1957 roku. W obydwu filmach mamy do czynienia z pewną formą kina drogi, gdzie bohater poddaje analizie swoje życie. Sukcesy w życiu zawodowym (u Bergmana bohater jest naukowcem, u Allena - pisarzem) nie idą w parze z życiem prywatnym. Pojawia się też promyk nadziei, nie wszystko zostało stracone, a relacje rodzinne nie zawsze były złe. Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć czy opowiedziana klasycznymi środkami filmowymi historia Bergmana byłaby strawna dla 18-latka jakim byłem, gdyby nie Allen. Później widziałem wiele "Bergmanów", ale prawie żaden nie dorównał temu podwójnemu seansowi (wyjątkiem był rewelacyjny "Fanny i Aleksander"). Musiałem czekać 15 lat, by kolejny klasyk Bergmana wyrwał mnie z butów. I nie obyłoby się to znowu bez pomocy Woody Allena.

 Jest to część większego tekstu. Ciąg dalszy w następnych postach.

niedziela, 12 maja 2013






W najbliższą środę (15 maja) zapraszamy do Biblio (Szaserów 13-15, Lublin) na pokaz filmu "Człowiek na linie" w reżyserii Jamesa Marsha w ramach cyklu "Oblicza dokumentu". W cyklu tym przybliżamy najnowsze trendy w kinie dokumentalnym, które obecnie coraz bardziej przypomina kino fabularne.

"Człowiek na linie" to nagrodzony Oscarem dokument opowiadający o francuskim linoskoczku, który w 1974 roku przeszedł po linie rozciągniętej między zbudowanymi wówczas bliźniaczymi wieżami World Trade Center.

Ugryźć Bergmana cz.1






Zdarza mi się, że gdy oglądam filmy Bergmana, to przypomina mi się sparafrazowany cytat z "Ferdydurke" Gombrowicza: "Jak zachwyca, skoro nie zachwyca". Dla każdego kinomana słynny Szwed jest już ikoną kina intelektualnego. Na dodatek nawiązują do niego inni "wielcy", na których to kinie się wychowałem m.in. Woody Allen i Lars von Trier. Jednakże filmy tych autorów łatwiej jest krytykować, gdyż nadal żyją i są czynnymi filmowcami. Bergman natomiast zmarł w 2007 roku, a na dodatek ostatni film kinowy zrealizował w 1982 roku ("Fanny i Aleksander"). Z drugiej strony niemożliwe jest by każdy z ponad 50 filmów, które zrealizował był wiekopomnym dziełem i podobał się wszystkim. Istotne jest znalezienie swoistego klucza, który pomoże zarówno w odbiorze jak i interpretacji jego dzieł. Ja swój znalazłem przy okazji obejrzenia "Scen z życia małżeńskiego". Jednak moja przygoda z kinem Bermana zaczęła się o wiele wcześniej.

Jest to część większego tekstu. Ciąg dalszy w następnych postach.

Iron Sky (2012) reż. Timo Vuroensola

Pomysł na fabułę filmu "Iron Sky" jest iście campowy. Oto po ciemnej stronie Księżyca siedzi sobie kolejne pokolenie nazistów, którzy czekają na odpowiedni moment, by zastosować blitzkrieg na ziemi. Jednakże, pomimo absurdalnego zawiązania akcji, film ten nie jest przerysowany bardziej niż większość współczesnych komedii. Trochę szkoda, bo temat aż się prosił o bardziej karykaturalne przedstawienie. A tak mamy dzieło bez jednolitej formy, wahające się pomiędzy dobrymi i złymi pomysłami zarówno komediowymi jak i całkiem poważnymi. Od razu podkreślam, film nie jest zły, ale jest bezpłciowo średni, co mogłoby być zabójcze dla produkcji z takim potencjałem fabularnym. Na szczęście od nijakości ratuje go zaskakująca pointa. Nie zdradzę jaka, jednakże przypomina ona, że autorami filmu nie są Amerykanie, ale Europejczycy (a konkretnie Finowie), a ponad 10% budżetu zostało sfinansowane przez internautów. Na zainteresowanych film czeka na półce w Biblio.

poniedziałek, 6 maja 2013

Komediowy Maraton Filmowy w Noc Bibliotek w Biblio

10 maja zapraszam do Biblio - pierwszej multimedialnej biblioteki w Lublinie na Komediowy Maraton Filmowy odbywający się w ramach Nocy Bibliotek. Waszymi głosami zostały wybrane 2 filmy, które dołączyły do "Monty Python w Hollywood". Oto rozkład jazdy:

17.30 Monty Python w Hollywood (1982) reż. Ian MacNaughton, Terry Hughes
19.00 Seks nocy letniej (1982) reż. Woody Allen
20.45 Porachunki (1998) reż. Guy Ritchie


Adres: Szaserów 13-15. Zapraszamy!