czwartek, 14 marca 2013
Conan Barbarzyńca (2011) reż. Marcus Nispel
Internauci zdrowo sobie na tym filmie użyli. Bo Jason Momoa to nie Arnold Schwarzenegger, scenariusza nie napisał Oliver Stone, a komputerowe efekty specjalne są nazbyt sztuczne nawet jak na ten fikcyjny świat. I nawet jeśli jestem w stanie zgodzić się z tą ostatnią opinią, to jest to typowy zarzut dla wielu współczesnych filmów korzystających z efektów CGI. Muszę jednak powiedzieć, że nigdy nie byłem fanem słynnego dyptyku z lat 80' z niedawnym gubernatorem Kaliforni w roli głównej. "Conana Barbarzyńcę" i "Conana Niszczyciela" obejrzałem dość późno, więc akurat te filmy nie kojarzą mi się ze słodkim dzieciństwem, które, przez sentyment podwyższa ocenę danej produkcji. Nowy Conan nie jest ani lepszy ani gorszy od wyżej wymienionego oryginału. Fabuła zawiera wszystko, co przed laty zaplanował sobie Robert E. Howard. Rzekłbym nawet, że Jason Momoa, jest Conanem bliższym literackiemu oryginałowi; jest bardziej wiarygodny jako strateg, z całym szacunkiem dla fizys Arniego. Zastanawia mnie jednak grupa docelowa takich filmów. Fabuła jest infantylnie schematyczna, i tylko dojrzewający chłopcy mogą obserwować ją z wypiekami na twarzy. Jednakże poziom golizny i duża dawka cyfrowej przemocy wskazuje na widza dorosłego. Zdaje się, że docelowym odbiorcą jest jednak ten młody widz, który ogląda ów film bez nadzoru rodzicielskiego lub z funkcją przewijania. Film do wypożyczenia w Biblio. Oczywiście za wiedzą rodziców :P
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz